No i stało się. Odkąd wczoraj wróciłam z półtoratygodniowego wypadu do stolicy nie mogę usiedzieć na miejscu i staram się w jakikolwiek mniej czy więcej kreatywny sposób wyładować swój zadziwiający napływ energii (szczerze, rzadko mi się zdarza miewać takie odczucia). Początkowo planowałam zaledwie spędzić w mieście 4 dni, ale zbyt ciężko było mi się rozstać ze wspaniałymi ludźmi, z którymi trudno nawet było złapać oddech, ponieważ zawsze coś się działo. Przeklęta Warszawa.
Podczas dziewięciu niesłychanie intensywnych dni udało mi się zrobić więcej niż w Łodzi staram przez miesiąc. Kompletnie nie potrafię powiedzieć jak to działa, choć jedyne wytłumaczenie, które się nasuwa to obecność ludzi, którzy naprawdę wierzą w to co robię i dają mi niewyobrażalnego kopa motywacyjnego. Stąd powstały aż cztery sesje zdjęciowe. Patrząc na tytuł posta, właśnie dziś zamieszczam jedną z nich.
Nie będę kłamać, zwykle wyzbywam się tego typu zdjęć, ponieważ zwyczajnie nie trafiają w mój gust, aczkolwiek widząc efekty końcowe ciężko było mi się nie przekonać. Stylizacja stylizacją, totalnie oldschoolowa, grunge'owa i na luzie, z premedytacją "skonstruowana" na potrzeby zdjęć. Uważam, że to będzie dobra odskocznia od minimalizmu i subtelności która często gości na blogu. Wciąż szukam swojego stylu, czasem udaje się to w większym bądź większym stopniu, stąd to urozmaicenie. Tak czy inaczej kolejna stylizacja będzie z pewnością powrotem do prostoty, bo to właśnie w tym kierunku chcę iść. Zdjęcia na których znajduję się ja oraz mój dobry znajomy Bazyl Mach wykonała Katarzyna Janicz, organizacją zajęły się przeurocze dziewczyny z vintage shopu Skarby z Szafy. Wykorzystaliśmy w tym kierunku szereg niebanalnych miejscówek w barze Czystaojczysta. Całej ekipie, serdecznie dziękuję za profesjonalizm i sympatyczną atmosferę.
Po długim namyśle zdecydowałam się na założenie strony na portalu Facebook. Szczerze mówiąc, nie jestem najlepsza w autopromocji, ba - kompletnie mi to nie wychodzi. Po namowach przyjaciół ugięłam się. Bywając w przeróżnych miejscach wciąż jestem pytana czym się zajmuję i interesuję. Z racji, że dotychczas nie posiadałam "swojego", konkretniejszego miejsca w sieci, gdzie mogłabym publikować efekty zarówno mojej działalności jako modelka, stylistka, fotograf czy BLOGERKA (kurczę, jak mnie drażni to określenie) pomysł z fanpage'm wydał się całkiem sensowny.
Podczas dziewięciu niesłychanie intensywnych dni udało mi się zrobić więcej niż w Łodzi staram przez miesiąc. Kompletnie nie potrafię powiedzieć jak to działa, choć jedyne wytłumaczenie, które się nasuwa to obecność ludzi, którzy naprawdę wierzą w to co robię i dają mi niewyobrażalnego kopa motywacyjnego. Stąd powstały aż cztery sesje zdjęciowe. Patrząc na tytuł posta, właśnie dziś zamieszczam jedną z nich.
Nie będę kłamać, zwykle wyzbywam się tego typu zdjęć, ponieważ zwyczajnie nie trafiają w mój gust, aczkolwiek widząc efekty końcowe ciężko było mi się nie przekonać. Stylizacja stylizacją, totalnie oldschoolowa, grunge'owa i na luzie, z premedytacją "skonstruowana" na potrzeby zdjęć. Uważam, że to będzie dobra odskocznia od minimalizmu i subtelności która często gości na blogu. Wciąż szukam swojego stylu, czasem udaje się to w większym bądź większym stopniu, stąd to urozmaicenie. Tak czy inaczej kolejna stylizacja będzie z pewnością powrotem do prostoty, bo to właśnie w tym kierunku chcę iść. Zdjęcia na których znajduję się ja oraz mój dobry znajomy Bazyl Mach wykonała Katarzyna Janicz, organizacją zajęły się przeurocze dziewczyny z vintage shopu Skarby z Szafy. Wykorzystaliśmy w tym kierunku szereg niebanalnych miejscówek w barze Czystaojczysta. Całej ekipie, serdecznie dziękuję za profesjonalizm i sympatyczną atmosferę.
Po długim namyśle zdecydowałam się na założenie strony na portalu Facebook. Szczerze mówiąc, nie jestem najlepsza w autopromocji, ba - kompletnie mi to nie wychodzi. Po namowach przyjaciół ugięłam się. Bywając w przeróżnych miejscach wciąż jestem pytana czym się zajmuję i interesuję. Z racji, że dotychczas nie posiadałam "swojego", konkretniejszego miejsca w sieci, gdzie mogłabym publikować efekty zarówno mojej działalności jako modelka, stylistka, fotograf czy BLOGERKA (kurczę, jak mnie drażni to określenie) pomysł z fanpage'm wydał się całkiem sensowny.






















